Wiele o aktualnym stanie jeździectwa można dowiedzieć się ze sposobu lonżowania koni. To, co dzieje się na naszych ujeżdżalniach, buduje przygnębiający obraz - ostrzega Fritz Stahlecker. Wygląda na to, że wszyscy siedzimy w jednym więzieniu. Nie ma ono murów ani krat, ale tkwimy w środku, chociaż z łatwością moglibyśmy wydostać się na zewnątrz. Jesteśmy więźniami przyzwyczajeń.
Przyzwyczajenie musi tylko nabrać patyny, by zyskać trwałość. To, co "zawsze tak było" bez sprawdzania uznaje się za właściwe. Tradycję pojmujemy jako znak jakości. To lekkomyślność, która szkodzi w każdej dziedzinie - także w szkoleniu koni.
Choroba trapiąca dziś branżę ujeżdżeniową świadczy o tym, że coś jest nie tak z naszym rozumowaniem. Bez nowego, dostosowanego do naszych czasów, systemu etycznego nic się tu nie zmieni. Musimy podjąć wysiłek podrążenia głębiej - w nagrodę czeka satysfakcja.
Lonżowanie młodego konia to dla mnie idealny przykład. Pracując nad najdrobniejszymi szczegółami, możemy nadać naszej emocjonalnej więzi ze zwierzęciem zgodny z potrzebami gatunku kierunek. Zarazem zyskujemy wiedzę, która krok po kroku doprowadzi nas do zbudowania systemu wartości opartego na szacunku dla żywego stworzenia.
Co odczuwa „wierzchowiec in spe” na swoim końcu lonży dzisiaj, podczas tak zwanego "wstępnego" lonżowania? Spróbujmy na chwilę wczuć się w młodego konia.
Wszystko jest nowe
Kiedy homo sapiens pierwszy raz w życiu wsiada do kolejki górskiej - przeżywa coś nowego. Wie jednak, że to nowe przeżycie nie stanowi dla niego zagrożenia. To samo można powiedzieć o wielu nowościach w ludzkim życiu. Zwykle jesteśmy na nie przygotowani i wiemy co nas czeka.

Tymczasem dla konia - szczególnie młodego - każda nowość to potencjalne zagrożenie; każde nowe przeżycie wiąże się z odczuwaniem strachu. Instynkt nakazuje mu dokonać ostrożnego zbadania wywołującego lęk obiektu. To oznacza, że porównuje go do niezliczonych obrazów grozy, które pamięć filogenetyczna zakodowała w jego końskiej psychice.
Instynkt ucieczki
Koń, który po raz pierwszy w życiu spotyka lwa, natychmiast rozpoznaje w nim zagrożenie. Jego instynkt, utrwalone dziedzicznie obrazy, nakazują mu natychmiast uciekać. Pierwsze lonżowanie młodego konia wystawia go na działanie wielu, zbyt wielu, następujących po sobie w krótkich odstępach czasu, nowości. Bez dostatecznego przygotowania. Stajnia, boks, koń stojący w sąsiednim boksie, stajenny czy luzak, kryta ujeżdżalnia, a zwłaszcza ogłowie z wędzidłem - wszystko to jest nowe i atakuje psychikę młodego konia.
My tymczasem oglądamy stajnię i chwalimy jej nowoczesny wygląd. Boksy są duże, pasza i ściółka dobrej jakości. "Ależ te konie mają tu dobrze" - mówimy właścicielowi. Nie wiemy, jak bardzo się mylimy - bo nie patrzymy (nie chcemy patrzeć) oczyma konia.
Mój nauczyciel jazdy konnej, niezapomniany Konrad Mayer, tak bardzo zżywał się ze swoimi podjezdkami, że umiał przewidywać ich lęki. Cierpiał wraz z nimi. To, jak sądzę dzisiaj, było przyczyną niebywałych sukcesów, jakie odnosił w pracy z młodymi końmi.

Stosowana przez niego, w szkoleniu szczególnie nerwowych, mocno związanych z naturą koni, prosta zasada polegała na tym, by sekwencję następujących po sobie nowych przeżyć rozciągać na dni czy nawet na tygodnie. Dodziś słyszę jego słowa: "Nie możesz jeszcze zakładać mu siodła. Wczoraj po raz pierwszy miał w pysku wędzidło."
Tak powszechne dziś wczesne i szybkie zajeżdżanie młodych koni sprawia, że już na samym początku udziałem remonta stają się niewyobrażalnie złe doświadczenia z wędzidłem. I to właśnie one są przyczyną niemal wszystkich, występujących w toku dalszego szkolenia, problemów.
Żeby ułatwić czytelnikowi zrozumienie cierpienia, jakie staje się udziałem koni, opowiem o - nieuświadomionych - występkach wyimaginowanego ujeżdżacza, sympatycznego skądinąd Iksińskiego. Jego podstawowy błąd, to zawierzenie temu co robią inni w jego otoczeniu. Skoro tak wielu robi to samo, odkąd sięgamy pamięcią, to przecież nie mogą się mylić.
Dzisiaj, po raz trzeci czy czwarty, prowadzi niedawno przybyłego do stajni remonta na halę. W boksie bez trudu założył mu ogłowie. Koń ma nauczyć się chodzić po kole. W tym celu nasz Iksiński przypiął lonżę do wewnętrznego pierścienia wędzidła (pierwszy błąd!). Jednak chce być ostrożny: na razie nie zakłada jeszcze koniowi wypinaczy.