Na szczęście istnieje metoda ustalenia „ludzkich” wymagań w zakresie dozwolonego zgięcia konia w potylicy. Wytyczne takie istnieją już w przepisach FEI i są łatwe do monitorowania przez stewardów na rozprężalniach. Przepisy wymagają, aby koń był „postawiony na pomoce”. Fragment definicji tego określenia, uchwalonej przez samą FEI, mówi, że: „głowa niesiona jest w stałym położeniu, zasadniczo nieznacznie przed pionem ...” [
Wprowadzenie do przepisów PZJ] Zgadzam się więc, że – przynajmniej w tym zakresie – nie ma potrzeby zmieniać przepisów. Wystarczy, żeby FEI się do nich stosowała. Dopuszczenie LDR to naruszenie przepisów. Jest to również złamanie [zawartego w nich] nakazu, aby koń był „spokojny, rozluźniony, wszechstronnie wygimnastykowany...” [
Artykuł 401.1 przepisów PZJ] oraz niestosowania „żadnych agresywnych metod treningowych, ani powodujących strach.” [
punkt 1b Kodeksu]
Twierdzenie FEI, że stosując LDR „uzyskuje się zgięcie bez użycia nadmiernej siły” jest łatwe do obalenia. Niezależnie od swojego, niezbyt szczęśliwego, poparcia dla idei sugerującej, że jakiekolwiek użycie siły jest dopuszczalnym elementem treningu, pozostaje pytanie jak FEI planuje zdefiniować określenia „nadmierna” lub „agresywna”? Takie słowa tworzą tylko luki, przez które byle prawnik przeprowadzi piętrowy autobus. Trzeba też zauważyć, że w ramach aprobaty dla techniki LDR, po cichu wstawiono słowo „zgięcie” w miejsce „hiperfleksji”. A przecież LDR wiąże się z hiperfleksją, czyli z absolutnie niefizjologiczną pozycją głowy konia podczas ruchu naprzód. Na swobodzie żaden koń nawet w stępie nie ustawia głowy w ten sposób.
Stwierdzenie, iż „(...) największy ciężar odpowiedzialności za dobrostan konia spoczywa w rękach jeźdźca(…)” oznacza, że FEI uchyla się od odpowiedzialności. Czyżby umywali ręce od stojących przed nimi wymagań w zakresie promowania dobrostanu konia? Jeśli tak, to tym samym instytucja ta unieważnia podstawowy powód własnej egzystencji.
Kwestię tę należy rozstrzygnąć na podstawie naukowych dowodów, a nie dążąc do konsensusu. Koniecznie potrzebna jest nam debata, najlepiej otwarta. A po debacie - decyzja niechaj zapadnie na podstawie dowodów w postaci szczegółów anatomii i fizjologii konia. Do prawdy naukowej nie dochodzi się poprzez przegłosowanie przez większość.
Jeśli nie będziemy protestować przeciwko łamaniu przez FEI dziewięciu z dziesięciu punktów ich własnego
Kodeksu postępowania z koniem, staniemy się współodpowiedzialni za to, że ludzkość znów nie wykazała się humanitarnym podejściem.
Dr Robert Cook, członek Królewskiego Kolegium Lekarzy Weterynarii (FRCVS)
Emerytowany Profesor Chirurgii, Cummings School of Veterinary Medicine
10 lutego 2010 r.
Źródła: Cook, W.R. (2007): "Why is Rollkur Wrong?"
Część 1,
Część 2,
Część 3
Oryginał również znajduje się na profilu wydawnictwa Horses for Life na facebooku.