W kręgach „jeździectwa naturalnego” bardzo wiele mówi się o uczeniu się języka koni. Tego celu nie da się w żaden sposób osiągnąć opierając się na kontrowersyjnym założeniu, że konie lubią, gdy na nich jeździmy. W trakcie prowadzonych przez mnie badań doszłam do wniosku, że konie znają nasz język o wiele lepiej i rzetelniej, niż moglibyśmy przypuszczać. I dlatego właśnie wszystkie książki pisane w duchu „new age” i wszyscy nauczyciele mówią o tym, jak to konie odzwierciedlają nas samych. Nie mówię tu o rozumieniu przez konie naszego języka mówionego, lecz o tym, że po mistrzowsku opanowały one język, o którym my najwyraźniej zapomnieliśmy – język naszych działań.
Mam duże doświadczenie w szkoleniu koni, a mimo to jedną z rzeczy, które zaskoczyły mnie najbardziej była rzetelna wiedza o tym, co dzieje się w końskim grzbiecie, gdy poddany jest działaniu siodła i jeźdźca. Oczywiście wiedziałam, że od czasu do czasu zdarzają się bolesności grzbietu i wtedy potrzebne jest leczenie, lub lepiej dopasowane siodło, ale zupełnie nie rozumiałam mechanizmów toczących się za każdym razem, gdy koń jedzie na przejażdżkę z człowiekiem na swoim grzbiecie.
Jedną z przyczyn, dla których część z tych informacji może wydawać się „nowa” jest fakt, że dopiero około 1992 r. opracowano podkładkę do badania nacisku siodła: Saddletech. Zarówno w tych podkładkach, jak i podobnych urządzeniach opracowanych w ostatnich czasach, wykorzystuje się czujniki o wysokiej czułości, które są w stanie zmierzyć nacisk pomiędzy koniem a siodłem. Technologia ta umożliwia przeprowadzenie szeregu badań interesujących dla świata jeździeckiego. Po połączeniu informacji uzyskanych tą metodą z wynikami innych badań nad tkanką mięśniową ssaków, nagle okazało się, że mamy do czynienia z ogromnym dylematem. W czasopiśmie Journal of Veterinary Science, tom 14, nr 11 z 1994 r. znana lekarz weterynarii i specjalista dopasowania siodeł, dr Joyce Harman, przedstawiła wynik badań realizowanych przy użyciu podkładki Saddletech. Napisała ona:
„Dla celów tego badania siodła o nacisku do 1,93 PSI1 oceniane były jako świetnie pasujące, siodła o nacisku od 2,0 do 3,38 PSI bez punktów stałego nacisku były oceniane jako odpowiednie, a siodła przekraczające 3,4 PSI, lub posiadające podczas sesji stałe punkty nacisku, oceniane były jako kiepskie. Liczby te opracowano na podstawie wstępnych danych, sugerujących, że trudno znaleźć siodło angielskie o nacisku poniżej 0,75 PSI, a wartość ta odpowiada najwyższemu ciśnieniu w naczyniach włosowatych. Nacisk przekraczający 0,75 PSI blokuje przepływ krwi w naczyniach włosowatych".
A co oznacza zablokowanie przepływu krwi? Na małą skalę efekt taki osiągamy, gdy pod wpływem ucisku bieleje nam skóra, lub gdy siedzimy dłuższy czas w niewygodnej pozycji i cierpnie nam noga czy ręka. Mary Wanless w swojej książce „For the good of the horse” pisze tak: „Niewykluczone, że błogosławieństwem dla koni jest to, że wyciśnięcie krwi z tkanek powoduje ból przez pierwsze 10 do 15 minut jazdy, a potem tracą czucie w grzbiecie”.
Dopóki więc nie nauczymy się produkować lewitujących siodeł, nawet najlepiej dopasowane siodła, z najlepszymi panelami wypełnionymi powietrzem, pianką czy wełną, pod jeźdźcem o przeciętnej wadze, będą wywierały naciski ponad dwukrotnie przekraczające wartość blokującą przepływ krwi w obrębie mięśni. Dr Harman stwierdza, że w badaniach dotyczących psów i ludzi, nacisk o wartości zaledwie 0,68 PSI wywierany w sposób ciągły przez ponad 2 godziny, powoduje istotne uszkodzenia tkanki.
Trzeba pamiętać, że podkładka Saddletech wykorzystana w pierwszych z wyżej wymienionych badań, miała czujniki opracowane do oceny ryzyka powstania odleżyn u ludzi przykutych do łóżka i w związku z tym, mierzyła nacisk o natężeniu tylko do 4 PSI. Bardziej nowoczesne podkładki, takie jak FSA (Force Sensing Array) opracowana przez firmę Vision Engineering Research Group (VERG Inc.) z Winnipeg w Kanadzie, rejestrują znacznie wyższe naciski. W jednym z badań, w którym testowano siodła westowe z drogimi padami, średnie maksymalne naciski wynosiły od 8.25 do 14 PSI. (Wesley, E.D.; McCullough, E.; Eckels, S.; Davis, E.; Artykuł nr 9329; 2007; magazyn „The Horse”).
Podkładki rejestrujące nacisk mają również to ograniczenie, że rejestrują wyłącznie naciski na poziomie skóry. Nacisk wywierany przez siodło, przenoszony jest przez mięśnie na leżące poniżej struktury kostne (kręgi i żebra) i gdyby można było zmierzyć nacisk w tych miejscach, byłby on znacznie większy. Dr Harman pisze, że „W obrębie medycyny ludzkiej chirurgia dostarcza dowodów na to, że martwica podskórna (obumieranie komórek) ma swój początek w obszarach leżących bliżej kości, zanim uwidoczni się zaczerwienienie skóry oraz owrzodzenie”. Oznacza to, że ci z nas, którzy zajmują się końmi wystarczająco długo, by w okolicach siodła zauważać miejsca opuchnięte czy porośnięte siwą sierścią, widzą wtedy tylko efekt końcowy długotrwałego procesu destrukcji tkanek. Mięsień najdłuższy grzbietu i czworoboczny, czyli te, na których siedzi jeździec, rozwijały się od zarania końskich dziejów, gdy Eohippus pierwszy raz użył ich do ułatwienia sobie ruchu. Budowa tych mięśni nigdy nie uwzględniała konieczności dźwigania ciężaru w postaci pionowego nacisku z góry i tak jest nadal, mimo wieków selektywnej hodowli pod kątem konia „wierzchowego”.