W jednym z numerów Konia Polskiego redaktor Marek Szewczyk w tekście „Ludzie listy piszą” wywołał mnie do tablicy, pisząc: „(…) z tego co wiem, ze znanych trenerów jedynie Wojciech Mickunas jest zwolennikiem metod naturalnych i to pozwala mu lepiej pracować z tzw. trudnymi końmi (...)” i dalej „(...) sądzę, iż byłoby interesujące poznać jego opinię, zwłaszcza na temat, czy znajomość owych metod pozwala także na lepsze nauczenie jeźdźca albo pary koń – człowiek w kontekście czysto sportowych oczekiwań." Tak więc moja opinia.
Istota różnicy pomiędzy metodami naturalnymi, a tradycyjnymi (w kiepskim wydaniu) nie polega tylko na stosowanych „akcesoriach", ale na filozofii podejścia do kwestii relacji człowiek – koń. Właściwa relacja polegać musi na poznaniu, rozumieniu, dobrowolnym podporządkowaniu się konia, a nie na wymuszaniu, presji i przemocy. Stawiając wymagania koniowi, człowiek musi stale odpowiadać sobie na pytania: „Czy jestem wystarczająco dobry w tym co robię? Czy mam wystarczające umiejętności, by koń rozumiał, czego od niego oczekuję i mógł te oczekiwania spełnić?”. Ważne by zrozumieć, że najpierw ja muszę postawić sobie wymagania, zanim zacznę je stawiać koniowi.
Metody naturalne nie są jednakowo atrakcyjne dla wszystkich. Jest ciągle dużo ludzi, którzy wolą konia „podporządkować” sobie wymuszając w „tradycyjny” sposób posłuszeństwo. Jak się nie uda, to zawsze można się konia pozbyć i spróbować z następnym.
Jak życie pokazuje, „tradycyjne” metody też mogą doprowadzić do sukcesu. Nikt jednak nie zadaje sobie pytania: „jakim i czyim kosztem?”. Pytać by trzeba przede wszystkim koni. To one ponoszą koszty ludzkiego postępowania.
W treningu sportowym koni „metody naturalne” to jedyna droga do tego, by hodowane obecnie konie z genetycznymi uwarunkowaniami i predyspozycjami mogły rzeczywiście w pełni ujawnić w sporcie to, co niosą w genach. Niełatwo jest przekonać wszystkich do tego, że trening oparty na filozofii „metod naturalnych” jest właściwą drogą do sukcesów. Najtrudniej na pewno przekonać tych, którzy uważają, że to człowiek jest od tego, by koń odbijał się we właściwym miejscu i że trzeba mu to odbicie „rozliczyć”, „podyktować”, „wycofać go” itp. A koń ma tylko słuchać i wykonywać polecenia.
Są na szczęście wśród „klasyków” tacy, którzy widzą błędy popełniane przez „zadufanych” w swojej nieomylności ludzi i chętni są do skorzystania z doświadczeń i mądrości innych. Nie tak dawno w Anglii odbyła się seria klinik – pokazów prowadzonych wspólnie przez dwa małżeństwa koniarzy, „klasyków” - Davida i Karen O'Connor i „naturalsów” - Pata i Lindy Parelli.
W ogłoszeniu anonsującym te szkolenia napisano:
1. Spędzicie 2 dni z czołowymi koniarzami dzisiejszego świata.
2. Zrozumiecie, na czym polega 7 gier szkolenia naturalnego.
3. Zrozumiecie, jak unikać problemów i jak radzić sobie z ich rozwiązywaniem.
4. Przekonacie się, że aby osiągnąć sukces, nie trzeba wcale "urodzić się z talentem".
5. Nauczycie się, jak można pomóc waszemu koniowi, by stał się spokojniejszy, mądrzejszy i bardziej dzielny.
6. Nauczycie się, jak techniki naturalne dają się zastosować w najwyższym wyczynie sportowym lub w zwykłej jeździe dla przyjemności, która dzięki temu może być bezpieczniejsza.
W tym samym anonsie cytowane są słowa Davida: „Zapoznamy was z tym, co uczyniliśmy z naszymi końmi i jakie osiągnęliśmy efekty, stosując wiedzę, jaką nam przekazał Pat Parelli, a z której istnienia nie zdawaliśmy sobie sprawy. Chcemy, byście i wy tę wiedzę posiedli, to jest przyszłość treningu! Dwa dni, które mogą zmienić wasze życie!”
Swoją drogą, ciekawe, jak te szkolenia przyjmowane były w Anglii. Angole znani są ze swych konserwatywnych przekonań - z tego, że uważają się za najlepszych koniarzy na świecie. Monty Roberts podczas swoich pierwszych wizyt na wyspie przyjmowany był sceptycznie. Efekty jego pracy, szczególnie z końmi wyścigowymi, które nie chciały wchodzić do maszyn startowych, przekonały przynajmniej niektórych. Najłatwiej dali się przekonać właściciele koni wyścigowych, które dzięki „zabiegom” Monty'ego znów zaczęły wygrywać, zasilając ich portfele.
W księdze Genesis napisano:
Werset 28: „(…) i rzekł do nich Bóg (…) i napełniajcie ziemie i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi, nad ptactwem niebios i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi”. I człowiek stał się władcą ziemi, i wszelkich zwierząt, w tym koni. Jak wiadomo, władcy bywają różni. Są władcy, którzy władają siłą, i tacy, którzy władają rozumem.
I na koniec jeszcze jedna ważna zasada: wszyscy zabierający się za szkolenie koni powinni zrozumieć kluczową prawdę: to człowiek chce czegoś od konia, więc to człowiek musi chcieć być zrozumianym przez konia. To człowiek musi nauczyć się języka, w którym da się z koniem „rozmawiać”, języka zrozumiałego dla konia. Trudna będzie bowiem rozmowa z Chińczykiem po polsku, jeśli Chińczyk zna tylko swój język.