Samotna jazda w teren to doskonała okazja do dostarczenia zarówno jeźdźcowi, jak i jego koniowi całej mocy wrażeń. Należy pamiętać jednak, że szum drzew, dźwięk wartko płynącego strumienia, czy widok pasącej się krowy zamiast ukoić nerwy naszego towarzysza, może niespodziewanie wprawić go w zgoła odmienny nastrój…
W zestawie pytań egzaminu teoretycznego na Brązową Odznakę Jeździecką znajduje się następujące pytanie: „Podaj warunki bezpieczeństwa, które powinny być spełnione przy wyjeździe w teren”. Autor pytania w odpowiedzi oczekuje między innymi stwierdzenia: „W teren nie należy jeździć samemu, czyli bez towarzystwa innej, dosiadającej drugiego konia osoby".
Jest to zalecenie ze względów bezpieczeństwa ze wszech miar słuszne, choć znajdą się tacy, którzy powiedzą: „Zawsze jeżdżę sam, bo nie ma większej frajdy, niż przebywanie ścieżek leśnych samotnie, kiedy się słyszy tylko parskanie konia, szum drzew i śpiew ptaków".
Podzielam taki pogląd, bo sam bardzo lubię leśne samotne wędrówki. Jednak zanim ktokolwiek postanowi w ten sposób samotnie konno podróżować w terenie, powinien zdać sobie sprawę z wielu istotnych przesłanek wartych uwzględnienia. Prościej rzecz ujmując, trzeba pamiętać, że koń to nie rower, który zawsze „zachowuje się” w sposób przewidywalny, nawet wtedy, gdy mu łańcuch spadnie czy przebije się opona. Warto więc przyswoić sobie trochę wiedzy dotyczącej natury koni, ich sposobu postrzegania świata i reagowania na otoczenie. Jak w wielu przypadkach, tak i tutaj nadmiar wiedzy jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Podstawowym argumentem przemawiającym za tym, iż nie powinno się samemu jeździć w teren, jest sprawa ewentualnej pomocy na wypadek, gdyby się coś niedobrego zdarzyło. I znów na podstawie wieloletniego doświadczenia mógłbym przytoczyć przynajmniej kilka przykładów, kilka zdarzeń, w których brak szybkiej pomocy był przyczyną tragicznych skutków samotnej jazdy w teren. Zamiast tego spróbuję przybliżyć temat: jakie „niespodzianki” mogą spotkać jadącego w terenie jeźdźca?
Na początek przypomnę problem znany pod hasłem „płochliwość koni”. Konie są zwierzętami z natury płochliwymi, czyli skłonnymi do uznawania rzeczy czy sytuacji w ocenie człowieka obojętnych za wyjątkowe i wymagające natychmiastowej reakcji . Tak więc pasąca się krowa może w mniemaniu konia być totalnym zagrożeniem i przyczyną uruchomienia reakcji obronnej w postaci ucieczki. Jeżdżący konno w teren nie raz spotykali się z problemem „krowa na trasie”. W towarzystwie drugiego, „odważnego” konia strachliwy koń może łatwiej zapanować nad lękiem i naśladując swego kompana, wprawdzie na uginających się nogach, ale jednak przejść obok „strasznego zwierza”. Generalizując: konie w towarzystwie innych osobników, kierowane instynktem naśladowczym i naturą nakazującą podążanie za przewodnikiem, zachowują się inaczej w danych okolicznościach, niż zachowałyby się będąc solo.
Jeżdżący w teren w grupie będą mogli czuć się bezpiecznie, ale pod warunkiem, że znają naturalne zachowania koni. Trzeba zdawać sobie sprawę, że niektóre konie dobrze się spisują jako prowadzące, z kolei inne wolą raczej podążać za, niż pełnić rolę lidera.