Wraz z początkiem wieku XVI świat zmienił całkowicie oblicze. Mrocznego rycerza średniowiecza zastąpił lekki i zdyscyplinowany rumak epoki humanistów. Ludzkość, która coraz łapczywiej napawała się zachodzącymi przemianami, zmieniła także podejście do jeździectwa. Koń – na równi ze swym panem – ruszył na uniwersytet, kształcąc umysł a przy tym ciało. Szlachta polska, która trenowała w tym okresie głównie na szwedzkiej piechocie i czambułach tatarskich, ze sporą dozą ironii przyglądała się zachodnim figurom maneżowym. Nie przeszkadzało to husarii ewoluować do rangi najlepszej kawalerii na świecie. Oczywiście wzbudzało to morze zazdrości u adeptów włoskiego munsztuka. Wszystko zaś postanowiono skrzętnie zapisywać i równie skrupulatnie obliczać. Witamy w epoce racjonalizmu i wyższej szkoły jazdy.

Walka polegała na systemie tzw. karakolowania czyli podjeżdżania kłusem w szeregu na bliską odległość do przeciwnika oddania 2 strzałów i walki na broń białą. W wojsku polskim jej rola kończyła się jednak najczęściej na oddaniu 2 strzałów i wycofaniu się dla nabicia broni.
Karygodny brak poczucia humoru rajtarów, rekompensowali dołączając do wspólnych harców polscy Tatarzy zwani Lipkami. Byli to najczęściej uchodźcy polityczni z terenów Złotej Ordy osiedleni na Litwie (ok. 50 tys). Uzbrojeni w łuki, szable i rohatyny, bez zbroi. Podobną rolę odgrywały chorągwie Wołoskie, o których nuncjusz papieski Cefali pisał iż „ są wielcy rabusie ale bitni hultaje". Uzbrojeni w łuk, pistolet i różnoraką broń sieczną. Ich rolą było wyłapywanie jeńców i walki podjazdowe. Od połowy XVII w. tworzono także jazdę dymową na zasadzie poboru rekruta (1 konny z 10 łanów ziemi uprawnej). Były to oddziały patrolujące, a w razie niebezpieczeństwa wspierające armie zaciężną.
Wspaniałą swadę jeździecką Rzeczpospolitej zaprzepaścił wewnętrzny kryzys ustrojowo - prawny który narastał od końca XVII w. zakończony rozbiorami pod koniec wieku XVIII. Czasy gonitw Pana Wołodyjowskiego i wyszukanych forteli Zagłoby skończyły się bezpowrotnie. Ciężki but obcych mocarstw bagnetem i biurokracją zdusił sarmacki dowcip. Wraz z nim umarła szlachecka rasa konia. Ukochany ciekun, dziarski mały konik - świadek wielkich czasów pomaszerował w zgiełku bitewnym za swoim pułkownikiem. I podobnie jak on już nie wrócił.
Mimo tego, my (redakcja działu historycznego) nie poprzestaniemy na powtarzaniu forteli Pana Zagłoby i w miarę naszych możliwości będziemy przedstawiać Państwu kolejne artykuły sławiące polską jazdę.
70.pdf
149.pdf
150.pdf
194.pdf
193.pdf
189.pdf
185.pdf
186.pdf
187.pdf
188.pdf
192.pdf
191.pdf
184.pdf
183.pdf
182.pdf
181.pdf
180.pdf
177.pdf
179.pdf
178.pdf
190.pdf
175.pdf
176.pdf
174.pdf
172.pdf
173.pdf
170.pdf
171.pdf
164.pdf
165.pdf
166.pdf
167.pdf
168.pdf
169.pdf
163.pdf
162.pdf
161.pdf
160.pdf
159.pdf
148.pdf
147.pdf
146.pdf
135.pdf
73.pdf
94.pdf
99.pdf
114.pdf
158.pdf
157.pdf
156.pdf
155.pdf
154.pdf
153.pdf
152.pdf
151.pdf
195.pdf
196.pdf
197.pdf
201.pdf
202.pdf
203.pdf
204.pdf
205.pdf
212.pdf
213.pdf
214.pdf
215.pdf
218.pdf
221.pdf
226.pdf
227.pdf
234.pdf
235.pdf
236.pdf
237.pdf
384.pdf
247.pdf
248.pdf
249.pdf
252.pdf
253.pdf
254.pdf
269.pdf
274.pdf
275.pdf
280.pdf
281.pdf
282.pdf
283.pdf
284.pdf
285.pdf
286.pdf
287.pdf
288.pdf
295.pdf
296.pdf
297.pdf
298.pdf
299.pdf
300.pdf
301.pdf
302.pdf
305.pdf
308.pdf
309.pdf
310.pdf
312.pdf
313.pdf
314.pdf
315.pdf
320.pdf
371.pdf