Strona Główna > Historia

Ameryka Północna i Południowa

ABig ANormal ASmall

dodano: 09.07.2010


500-1235390766-Cavalry_and_Indians

Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.




Kawaleria amerykańska, była szybko przeszkalana w strzelaniu do celu oraz przede wszystkim w wykonywaniu i rozumieniu podstawowych elementów musztry, po czym żołnierzy natychmiast wysyłano do fortów. Nie było żadnych ćwiczeń taktyki ani jazdy konnej. W latach 1860 – 1870 zaniechano nawet ćwiczeń w strzelaniu. Nauka jazdy konnej, biwakowania i podróżowania odbywała się wyłącznie w praktyce, gdy rekruci docierali już do swoich kompanii. Zmieniło się to dopiero na początku lat 90 tych XIX wieku. Konie jak łatwo się domyśleć stanowiły mustangi. Wojny z Indianami całkowicie różniły się od zmasowanych szarż europejskich. Były to przede wszystkim przemarsze i ewentualne próby tropienia Indian, którzy z reguły wytropić się nie dali. Częste napady frustracji z powodu nieuchwytności indiańskich grup, liczących po kilka – kilkaset ludzi, doprowadzały do atakowania cywilnych wiosek. Była to zresztą często świadoma kalkulacja. W walkach z Indianami nierzadko oficerowie doskonale sprawujący się w wojnie secesyjnej, popełniali zadziwiające błędy dając się łatwo wciągnąć w zasadzkę. Kawaleria amerykańska walcząca na zachodzie nierzadko musiała borykać się z cholerą i dyzenterią. Amputacje nie należały do rzadkości. Służba kawalerii na tzw. Dzikim Zachodzie nie była heroiczną obroną przed czerwonoskórymi diabłami, lecz żmudną, przewlekłą sumą powtarzanych czynności, od czasu do czasu przerywaną próbą nawiązania walki z nieuchwytnymi Indianami. Kompanie miały jednak bardzo dobre zaplecze. Towarzyszyli im kucharze, nauczyciele języka, pisarze, telegrafiści, lekarze, prawnicy i zespół robotników.

Wielkim utrapieniem były dezercje. Ochotnicy otrzymawszy konia, broń i wyposażenie przetrzymawszy zimę dezerterowali na wiosnę z całym ekwipunkiem. Między rokiem 1867 a 1890 z 255 712 rekrutów, 88 475 zdezerterowało! Większość kształtujących naszą rzeczywistość westernów ukazuje konnicę amerykańską, przybywająca w ostatniej chwili na ratunek osaczonym przez Indian lub bandytów, farmerom. Prawda była nieco inna – codzienna służba kawalerzysty była dramatycznie monotonna. Na rozległych równinach wielkości połowy kontynentu europejskiego czas upływał na długich i mozolnych rekonesansach oraz patrolowaniu rozsianych tu i ówdzie niewielkich fortów, które z czasem ewoluowały w miasteczka i faktorie handlowe. Rzadko kiedy udawało się regularnej armii stanąć oko w oko z będącymi na wojennej ścieżce koczownikami indiańskimi. Działania wojenne polegające na niekończących się przemarszach i ewentualnej wojnie podjazdowej, w niewielkim stopniu przypominały militarne epopeje filmowe, jakimi karmą nas produkcje rodem z Hollywood. W najsłynniejszej bitwie z Indianami nad Little Bighorn w 1876, do walki stanęło niespełna 620 kawalerzystów z czego śmierć poniosło 268 żołnierzy, zaś w całej kampanii przeciw opuszczającym rezerwat Indianom z plemion Lakota, Czejenów i Arapaho rząd amerykański wzięło udział nieco pond 3 000 żołnierzy. Dla porównania 10 lat wcześniej w bitwie pod Sadową miedzy wojskami Prus i Austrii, każda z armii liczyła ponad 500 000 żołnierzy. Dysproporcje te wynikały z innego typu walk na gruncie amerykańskim, gdzie kawaleria była specyficzną formacją wędrownych sił porządkowych.

Mundur kawaleryjski ukształtowany w trakcie wojny secesyjnej składał się z jasnoniebieskich spodni na szelkach, z żółtym paskiem po bokach na szwie oraz podbiciem skórzanym na wewnętrznej stronie nogi. Góra munduru sięgająca do krocza, była koloru ciemnoniebieskiego, zapinana na guziki. Buty były długie do kolan i wykonane ze skóry. Całość uzupełniał ciemny kapelusz, pas oraz przewieszany przez ramię pas na amunicję. Bronią sieczną była lekko zagięta szabla oraz szeroki nóż „Bowie”. Na broń palną składał się jeden rewolwer (Remingtona, Colta, Smith & Wesson o kalibrach 44-45) oraz karabin (karabiny Spencera, karabiny Springfielda o kalibrach 51 -71). Najpopularniejszym siodłem był model McCellana z lat 70-tych XIX z miejscem na koc i lekkie juki na przednim i tylnym łęku. Czapraki były koloru jasnoniebieskiego. Tył siodła był dodatkowo uzupełniany o niewielka torbę skórzaną. Do tylnego łęku przypinano także manierkę z wodą i żelazny kubek.



Lista komentarzy
Nick: Autor
Data: 08.10.2010
W sprawie erraty napisze zraz do Darka Wielca i spróbuje wyprosić by coś od siebie tu naskrobał Sam w sumie jestem ciekaw co z tymi kopytami Corteza;)Pozdrawiam serdecznie;)
Nick: duchowaprzygoda
Data: 24.09.2010
proponuje jednak erratę do tekstu: to nic, ze nie jest źle i to nic, że Tekst jak zwykle ciekawie napisany :-) a ja w nocy nie spałam przez te konie Corteza..padły czy nie?
Nick: DuchowaPrzygoda
Data: 22.09.2010
bardzo się cieszę z tematyki:jedna z moich ulubionych, ale, że pamięć mnie już trochę zawodzi:-)cieszę się, że można sobie co nieco odświeżyć. Plus dołożyć nowego.
Nick: Autor;)
Data: 28.07.2010
O ile się nie mylę nawiedził nas właśnie Dario Więcek - jeden z najlepszych polskich znawców tematyki konnicy Indian amerykańskich. Dziękujemy za uwagi i konstruktywna krytykę;) Panie Darku to może napisał by Pan dla nas jakiś artykulik o sztuce jazdy militarnej Indian?;) Serdecznie pozdrawiam
Nick: dario z www.dariocaballeros.blogspot.com
Data: 23.07.2010
czolem, jak na poczatek nie jest zle, ale mamy tu wiele bledow i przeinaczen, a nawet legend nie majacych nic wspolnego z historia. Nota bene wszystkie konie Corteza ladujace w Vera Cruz padly w walkach. Konie do Meksysku przywozono z Kuby i Hispannoli, glownie, w XVI wieku. Konie u Indian prerii wstepnie ujezdzali chlopcy pilnujacy stada rodzicow et krewnych, pierwsi vaqueros (czyli kowboje) pojawili sie w Meksyku po 1543 roku, etc wiele by pisac i poprawiac, ale i tak gratuluje artykulu, bo jest proba zwiezlego opisu amerykanskich koni et jezdzcow.