Strona Główna > Historia

Ameryka Północna i Południowa

ABig ANormal ASmall

dodano: 09.07.2010


500-1235390766-Cavalry_and_Indians

Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.



"Podczas pościgu za nieprzyjacielem oderwałem się od reszty oddziału wraz z porucznikiem Byrnesem i dziesięcioma ludźmi z mojego pułku. Nie odjechaliśmy daleko, kiedy ujrzeliśmy konfederackiego oficera na czele grupy piętnastu czy dwudziestu konnych zmierzających w naszym kierunku z wyraźną intencją wyrąbania sobie drogi do swoich. Ujrzawszy nas skręcili w lewo usiłując nas wyminąć. Wtedy Byrnes krzyknął do mnie: "Custer! Rozdzielmy się i uderzmy na nich z dwóch stron!" - co też wnet uczyniliśmy, rozpoczynając najwspanialszą gonitwę, w jakiej mi było dane uczestniczyć. Moim bezpośrednim celem stał się dosiadający wspaniałego rumaka dowódca uciekających. Nie miałem szans dogonić go po linii prostej, więc spróbowałem przeciąć mu drogę. Spiąłem konia ostrogami i ruszyłem. Był to zaiste cudowny pościg. Po jakimś czasie udało mi się zbliżyć do gonionego, ale wtedy przed nami obydwoma wyrosła przeszkoda - płot z wysokich żerdzi. Tu dopiero ujawniły się w pełni zdolności wierzchowca mego przeciwnika. Koń jednym susem przeszedł nad ogrodzeniem, a jego pan obejrzał się, by sprawdzić, co zrobię. Nadszedł czas na mój ruch. Kary ogier, którego dosiadałem, postanowił nie być gorszy od rumaka rebelianta i także pokonał przeszkodę. Minąwszy rozlewisko, które wyraźnie spowolniło ucieczkę gonionego, zbliżyłem się doń na odległość strzału z rewolweru. Krzyknąłem: "Stój, bo strzelam!", ale on się nie zatrzymał. Strzeliłem więc, ale nie wiedziałem, czy go trafiłem. Ponownie wezwałem przeciwnika, aby się poddał, lecz moje żądanie pozostało bez odpowiedzi. Posłałem za nim kolejną kulę i ujrzałem, że jego koń zwolnił. Jeździec obrócił się i runął na ziemię. Nagle mój kary spłoszył się, tak iż straciłem z oczu swój dotychczasowy cel. Szybko jednak uspokoiłem wierzchowca, ale wtedy dostrzegłem Byrnesa z resztą naszych, strzelających na prawo i lewo. Przyłączyłem się do nich, co zaowocowało kolejnym czynem - wzięciem do niewoli innego rebelianta, który, zrzucony przez swe zwierzę, usiłował ukryć się w pobliskim lesie. Ledwie ucichły strzały, gdy posłyszeliśmy dźwięk trąbki. To nasz pułkownik, zaniepokojony nieobecnością moją i Byrnesa, nadciągał z resztą sił. Nim nadjechali, ujrzałem w pobliżu konia należącego do oficera, którego ścigałem. Poznałem go po biegnącym przez pierś zwierzęcia rzemieniu z czerwonego marakinu i niezwłocznie dosiadłem. Były z nim jeszcze cztery inne pozbawione jeźdźców rumaki, te zabrali pozostali z naszych chłopców. Mój nowy wierzchowiec okazał się koniem pełnej krwi. Spoczywające na jego grzbiecie czarne marakinowe siodło usiane gęsto srebrnymi ćwiekami również okazało się cenną zdobyczą. Przytroczony doń pałasz stanowił wspaniałe trofeum".

Oficer ścigany przez Custera otrzymał odeń śmiertelny postrzał. Koń, imieniem Don Juan, z taką gracją dosiadany przez poległego kawalerzystę konfederatów, miał odtąd wiernie służyć swemu zdobywcy. Oręż, którym zachwycił się młody oficer Unii, stał się jego znakiem rozpoznawczym w kolejnych kampaniach. Wykonany został ze słynnej stali toledańskiej i, jak każda broń z warsztatów tego iberyjskiego miasta, nosił piękną hiszpańską inskrypcję: - „Nie dobywaj mnie bez potrzeby, nie chowaj mnie bez honoru”- jak wiemy pułkownik Custer do końca życia nie zrozumiał przekazu inskrypcji co przypłacił i głową i honorem.

Po kapitulacji konfederatów w 1865 roku, zjednoczone stany amerykańskie rozpoczęły konsekwentne rozmieszczanie lotnych regimentów kawaleryjskich na terenach, nie skolonizowanych jeszcze wielkich równin. Przeciętny wiek poborowego kawalerzysty wynosił 23 lata. Ponad połowę z nich tworzyli imigranci nie do końca potrafiący pisać, mówić i czytać po angielsku. Armia oferowała im etat i naukę. Byli to głównie Irlandczycy, Niemcy, Szwedzi, Polacy, Włosi i Anglicy. Najliczniejszy odsetek wśród nich tworzyli Irlandczycy. Bardzo duża liczba walczących w wojnie secesyjnej stawała się zawodowymi żołnierzami, których wojna skutecznie oduczyła życia w cywilizacji. Większość z nich po opuszczeniu szeregów wojska nie miało by nic do czynienia. Jednakże korpus oficerski wywodził się z dobrych, szanowanych rodzin, których synowie szkoleni byli w akademiach wojskowych. Kawaleria amerykańska w drugiej połowie XIX wieku podzielona była na 6 – regimentów, z których każdy liczył około 12 kompanii. Zwyczajowo przyjęto w trakcie wojny secesyjnej, że 2 regimenty składały się z ludności murzyńskiej. Liczba żołnierzy w jednej kompanii wahała się od 54 –100. Płace dla żołnierzy były niskie. Porucznik otrzymywał 115 dolarów miesięcznie, pułkownik zaś 300.



Lista komentarzy
Nick: Autor
Data: 08.10.2010
W sprawie erraty napisze zraz do Darka Wielca i spróbuje wyprosić by coś od siebie tu naskrobał Sam w sumie jestem ciekaw co z tymi kopytami Corteza;)Pozdrawiam serdecznie;)
Nick: duchowaprzygoda
Data: 24.09.2010
proponuje jednak erratę do tekstu: to nic, ze nie jest źle i to nic, że Tekst jak zwykle ciekawie napisany :-) a ja w nocy nie spałam przez te konie Corteza..padły czy nie?
Nick: DuchowaPrzygoda
Data: 22.09.2010
bardzo się cieszę z tematyki:jedna z moich ulubionych, ale, że pamięć mnie już trochę zawodzi:-)cieszę się, że można sobie co nieco odświeżyć. Plus dołożyć nowego.
Nick: Autor;)
Data: 28.07.2010
O ile się nie mylę nawiedził nas właśnie Dario Więcek - jeden z najlepszych polskich znawców tematyki konnicy Indian amerykańskich. Dziękujemy za uwagi i konstruktywna krytykę;) Panie Darku to może napisał by Pan dla nas jakiś artykulik o sztuce jazdy militarnej Indian?;) Serdecznie pozdrawiam
Nick: dario z www.dariocaballeros.blogspot.com
Data: 23.07.2010
czolem, jak na poczatek nie jest zle, ale mamy tu wiele bledow i przeinaczen, a nawet legend nie majacych nic wspolnego z historia. Nota bene wszystkie konie Corteza ladujace w Vera Cruz padly w walkach. Konie do Meksysku przywozono z Kuby i Hispannoli, glownie, w XVI wieku. Konie u Indian prerii wstepnie ujezdzali chlopcy pilnujacy stada rodzicow et krewnych, pierwsi vaqueros (czyli kowboje) pojawili sie w Meksyku po 1543 roku, etc wiele by pisac i poprawiac, ale i tak gratuluje artykulu, bo jest proba zwiezlego opisu amerykanskich koni et jezdzcow.