Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.
Do połowy lat 50 XIX wieku w armii amerykańskiej praktycznie nie istniały żadne regularne oddziały kawalerii. Funkcjonowały jedynie regimenty dragońskie i strzelców konnych, które z założenia miały przemieszczać się konno, walczyć jednak pieszo. Sytuacja uległa gwałtownej zmianie gdy Amerykanie przystąpili do zajęcia rozległych równin i prerii Zachodu. W celu nawiązania skutecznej walki z Indianami armia amerykańska była zmuszona utworzyć szybko przemieszczające się i walczące bezpośrednio z końskiego grzbietu oddziały jazdy. Do wybuchu wojny secesyjnej powstało w sumie pięć takich regimentów, które szybko rozwinęły się w trakcie wojny domowej między południem a północą, zwaną wojną secesyjną 1860 – 1865.
Konfederaci początkowo górowali w bojach kawaleryjskich, gdyż tworzyli liczniejsze zgrupowania konne rekrutujące się z zamożnych klas ziemskich. Ich przewaga polegała także na tym, iż przed konfliktem tworzyli oni większość doborowej kadry oficerskiej. Jankesi używali początkowo jazdy głównie do pilnowania kierunku natarcia i dyscypliny w szeregach własnej piechoty. Przykładem może być użycie kawalerii przez gen. Ulyssesa Granta w bitwie pod Shiloh, gdy jej szwadrony zostały rozmieszczone na tyłach, by zaganiać do szeregów uciekających z pola walki piechurów. W praktyce nawet niewielkiemu oddziałowi piechoty musiał towarzyszyć pododdział kawalerii. Taką sytuację świetnie wykorzystywali Południowcy, którzy wcześniej zaczęli tworzyć silne i szybkie jednostki na poziomie brygad. W czerwcu 1862 roku gen. J. E. B. Stuart na czele doborowej brygady jazdy mógł bez problemu objechać dookoła jankeską Armię Potomaku, gdyż ta nie posiadała ani jednej jednostki jazdy o takiej liczebności, zadając północy szereg spektakularnych klęsk.
Sytuacja wojsk konnych obu stron konfliktu secesyjnego zmieniła się w roku 1863. Wiosną miał miejsce wielki pomór wierzchowców w armii gen. Roberta E. Lee. Południowcy od tej pory mieli ogromne problemy z zaopatrywaniem się w rumaki, tym bardziej, że nie istniała praktycznie żadna instytucja centralna, która mogłaby ten problem rozwiązać. Jankesi tymczasem utworzyli Biuro Kawalerii, którego stadniny aż do końca lat 60 XIX wieku miały zapewniać konie armii Stanów Zjednoczonych. W roku 1863 utworzono pierwszy na Wschodzie jankeski korpus kawalerii z gen. George'm Stonemanem na czele. Korpus ten zaczął coraz częściej zwyciężać w polu siły Południa. Stało się to w czasie, gdy kawaleria Armii Północnej Wirginii stanęła na krawędzi katastrofy. W maju 1863 roku, gdy potężne siły gen. Josepha Hookera rozpoczęły wielką ofensywę w Wirginii, Lee dysponował bardzo szczupłymi siłami konnymi - większość kawalerzystów albo furażowała na tyłach, albo wskutek pomoru wierzchowców straciła miano kawalerii. Wtedy właśnie korpus Stonemana przeprowadził śmiały marsz siejąc spustoszenie za liniami wroga, a jego szwadrony nawiązały walkę z nadchodzącymi z południowej Wirginii oddziałami gen. Jamesa Longstreeta, idącymi na pomoc zagrożonej Armii Północnej Wirginii (skutecznie spowalniając ich marsz). Charakter owych potyczek konnych doskonale zilustrowanego w liście, jaki latem 1862 roku napisał do domu młody oficer Unii, kapitan George A. Custer, który dwadzieścia lat później przeszedł do historii jako ofiara własnych błędów w bitwie z Indianami pod Litte Big Horn. Ów butny człowiek, tak opisywał swoje walki w trakcie wojny secesyjnej: