Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.
Ich geneza sięgała wczesnego XIX wieku gdy wraz z coraz większym popytem na bydło i tanią siłę roboczą zaczęto Indian i Metysów dopuszczać do koni i pracy przy stadach bogatych rodzin. Ich ulubionym strojem była narzuta na ciało zakładana przez głowę nazywano poncho oraz kapelusz którego rondo dochodziło do 1 metra średnicy. Do tego jasne koszule, kolorowa szarfa zamiast pasa, ściągnięte do stóp spodnie, skórzane buty, nogawice przypominające kształtem dzisiejsze sztylpy najczęściej z koziej skóry i klasyczne hiszpańskie ciężkie ostrogi z szerokim kołem u końca zaopatrzone w ostre szpikulce. „Dzieci natury” miały zakaz używania broni, dlatego ich jedynym arsenałem były noże lub maczety, pogardzali przez to białymi bogatymi jeźdźcami, którzy w ich oczach nie byli mężczyznami do obrony używając broni palnej. „Dzieci natury” wywodzący się z niższych klas z czasem stali się ludowymi bohaterami idącymi na przekór ułożonej strukturze społecznej. Późniejsi przedstawiciele „dzieci natury” z czasem zyskali dostęp do broni palnej, nierzadko przekształcając się w zbrojne bandy. To właśnie oni byli lokalnymi watażkami w kolejnych przewrotach i wojnach domowych, oni też zyskali sławę obrońców udręczonego ludu, oni też stawali się negatywnymi bohaterami włoskich spaghetti – westernów z Clintem Eastwoodem w roli głównej. Byli to jeźdźcy, którzy najpełniej odzwierciedlali wybuchowa mieszankę kreolsko – metysko – indiańskiej struktury meksykańskiego społeczeństwa. Nazwa vaqueiro odnoszona jest także często do brazylijskich jeźdźców wypasających bydło w północno – wschodnich rubieżach kraju. Byli to najczęściej biedni Metysi, którzy w zamian za pracę na latyfundiach otrzymywali wynagrodzenie w żywym inwentarzu, dzięki któremu zakładali z czasem własne gospodarstwa. Bydło w tych rejonach przeznaczane było najczęściej jako pożywienie dla niewolników pracujących na plantacjach trzciny cukrowej i tytoniu.
Życie brazylijskich vaqueiros nie było łatwe, bowiem musieli oni bezustannie bronić się przed atakami zbiegłych niewolników, którzy tworzyli zbrojne bandy i rabowali graniczne gospodarstwa. W „zbrojne incydenty” rozstrzygane za pomocą lokalnie zawiązywanych grup samopomocy sąsiedzkiej, nie zawsze angażowały się siły porządkowe, zostawiając „kwestie sporne” do rozstrzygnięcia prywatnym rewolwerom hodowców. W praktyce, twarde życie brazylijskich vaqueiros, przyniosło konkretne owoce, bowiem obecnie rejon ten uważany jest za najważniejsze centrum hodowlane.
Nieco inne wydarzenia związane są z ukształtowaniem się wizerunku argentyńskich, urugwajskich i paragwajskich kowboi przemierzających niezmierzone stepy południowo amerykańskiej pampy, gdzie w początkach XIX wieku nieprzebrane stada wypasanego bydła, dzikich koni i brak cywilizacji zapewniały schronienie ostatnich wolnych jeźdźców zwanych gaucho. Trudnili się oni głownie polowaniami, napadami i handlem wyrobami ze skóry. Charakterystyczną cechą ich wyglądu były długie luźno opadające włosy na plecy – swego rodzaju oznaka dumy i buńczuczności, która do dziś jest głęboko zakorzenionym południowoamerykańskiego macho. Podobnie długa i rozwiana musiał być grzywa ich koni, która nigdy nie był ścinana ani przerywana. Ubierali się w poncho, płócienne spodnie ściągnęte pasem oraz skórzane buty wyrabiane z tylnych nóg źrebaka. Rząd koński i broń wyrabiali najczęściej sami. Walczyli i polowali początkowo za pomocą noży dochodzących do 50 cm oraz długiej lancy zaostrzonej tak, by można nią było cwałując na koniu przecinać ścięgna uciekającej zwierzynie.
Gaucho znani byli także z bardzo brutalnych metod zajeżdżania koni, najczęściej polegających na pętaniu i wycieńczaniu konia do momentu aż podporządkuje się woli jeźdźca. Lubowali się także w ciężkich, zdobnych ostrogach, obowiązkowo pobrzękujących głośno w trakcie jazdy. Z czasem gdy hodowla bydła przybrała bardziej zorganizowaną formę a na tereny pampy stopniowo zaczęły wkraczać siły porządkowe gaucho zaczęli zanikać zamieniając się w lokalne siły porządkowe określonych latyfundystów, lub zbrojne bandy szybko wyłapywane przez wojsko. Niedobitki argentyńskich gaucho zajęły się pracą na roli jako zwykli pracownicy. Podobny w obyczajach typ kowboja wykształcił się w brazylijskiej części pampy, tam jednak jego profesja była dużo bardziej mroczna. Kowboje brazylijscy zwani był często bandiraintes i trudnili się polowaniem na niewolników, głównie Indian. Ich wyprawy trwające nierzadko kilka lat wracając prowadziły kilka – kilkanaście tysięcy złapanych w niewolę tubylców, sprzedawanych później najczęściej w mieście Sao Paulo. Brazylia była jednym z ostatnich państw, w którym zniesione zostało niewolnictwo. Dokonano tego dopiero w 1890 roku. Podobnie zmilitaryzowany charakter miały oddziały chilijskich kowbojów zwanych huaso. Ich jazda ukształtowała się pod trakcie bojów z niezależnym plemieniem Indian zwanych Mapuczami lub Araukanami, którzy nigdy nie zostali pokonani ani przez imperium Inków ani też przez kolonizatorów hiszpańskich. Ich kraj leżący na południe od rzeki Bío – Bío, ogłosił niezależność w 1817 roku.