Ameryka Północna i Południowa
Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.
Szablę mocowano na cienkich acz mocnych dwóch paskach – jeden idący od tylnego łęku drugi od przedniego po ich wewnętrznych stronach. Strzemię stalowe otoczone grubą warstwą skóry, chronione od przodu pełnym zamknięciem skórzanym. Siodło kawaleryjskie nie posiadało tybinek, a jedynie siedzisko z łękami. Było ono bardzo lekkie i praktyczne. Nisko, przy końskiej łopatce zawieszano na przednim łęku torbę z dodatkową amunicją. Naboje także umieszczano przy pasie na biodrach. Ogłowie było złożone z równie szerokich pasów skórzanych z pojedynczym wędzidłem munsztukowym, o zwykle wygiętym kabłąku. Do środkowej – wewnętrznej części nachrapnika przymocowany były dodatkowy pas służący stawianiu wierzchowców przy paliku lub drzewie. Na zimę żołnierze otrzymywali skórzane grube rękawice z długim zarękawiem, futrzaną czapę z osłoniętymi uszami, ze skóry bizona, gruby kożuch ze skóry bizona do kostek oraz wymoszczone futrem buty zimowe nieco poza kostkę, zapinane dwoma pasami na przedzie nogi. Żołnierze walczyli cięciami szabli lub strzelając w trakcie jazdy z pistoletów i karabinów. Musieli także umieć szybko prowadzić ogień po zejściu z konia. Pistolety noszono w kaburach przy pasie, karabiny przytroczone do siodła, najczęściej w pozycji pionowej po prawej stronie z tyłu, tak by można było szybko po nie sięgnąć w razie kontaktu z przeciwnikiem. Do butów przypinano niewielkie ostrogi.