Strona Główna > Historia

Ameryka Północna i Południowa

ABig ANormal ASmall

dodano: 09.07.2010


500-1235390766-Cavalry_and_Indians

Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.




Dzięki przyjaznemu klimatowi, już 20 lat po wyprawie Corteza, inny konkwistador Coronado grganizując wyprawę na tereny dzisiejszego Nowego Meksyku prowadził ze sobą 150 sztuk koni i mułów, pochodzących z lokalnej hodowli. Hiszpanie płynący do ameryki zabierali ze sobą konie najsilniejsze fizycznie i psychicznie. W podróż udawały się tylko te, które mogły służyć do rozpłodu, wałachy były więc wykluczane. Konie, które zaginęły, uciekły lub bywały porzucane, znalazły się w krainie obfitującej w pełną składników odżywczych, żyzną ziemię. Ciekawym jest fakt, że stado zaatakowane przez wilki lub panterę broniło się dokładnie w ten sam sposób co konie syberyjskie – tworzyły krąg ze źrebakami w środku broniąc się zębami i kopytami. Zwykle mówi się o dwóch typach koni, które trafiły na nowy kontynent: występujące w Ameryce Północnej konie z dużą domieszką krwi andaluzyjskiej z dodatkiem krwi orientalnej. Były to osobniki o wysoko osadzonej szyi, mocnej budowie tułowia i niewielkim wzroście oraz występujące w Ameryce Południowej konie z niewielką domieszką krwi andaluzyjskiej i mniejszą domieszką krwi szlachetnej. Do tego należy dodać konie francuskich i angielskich kolonistów.

 Wszystkie te rasy złożyły się na specyfikę dzikiego mustanga. Według legendy początek mustangom dało 6 klaczy uwolnionych po śmierci konkwistadora de Soto oraz ogier, który uciekł z ekspedycji Coronado. Zwykle jedno stado mustangów zajmowało 40 km kwadratowych znacząc swoje terytorium substancjami ciała. Konie te nie migrowały wraz ze zmianami pór roku. Przenosiły się jedynie w razie suszy lub braku trawy. Ich pastwiska zwykle znajdowały się 7 km od najbliższego wodopoju. Jednak w razie trudności potrafiły się obejść bez wody nawet do 4 dni. Doskonale rozwinięty słuch i zapach zawsze kierowały stadem i ostrzegały go przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Ciekawostką było, iż dopóki „zwiadowca” nie wyczuł zapachu zbliżającego się obiektu podchodził, by przyjrzeć się bliżej.

Indianie początkowo odnosili się do konia z wielką rezerwą nazywając go jeleniem – psem. Wkrótce jednak szybko pojęli że mogą tak samo jak Hiszpanie dosiadać „wielkich psów”. Jednymi z pierwszych, którzy doszli do takich wniosków byli Apacze, u których mięso końskie stało się przysmakiem i rarytasem. Indianie bardzo szybko nauczyli się tez korzystać z konia. Stał się on podstawą ich życia i dał przepustkę ku wielkim równinom. Jeździec mógł łatwiej upolować jelenia, zaś nieosiągalne do tej pory stada bizonów stały się ruchomym zapleczem. Konni wojownicy mogli się szybciej przemieszczać w calach handlowych i łupieżczych. Co więcej koń szybko stał się wyznacznikiem luksusu wśród rdzennych mieszkańców Ameryki, którzy płacili nim za kobiety, usługi szamanów i metalowe wyroby z Europy. Znaczny wojownik posiadał nawet 100 rumaków, stado jednak nigdy nie było wpisane w prawo własności i po śmierci wojownika dzielono je pomiędzy całe plemię. Indianie zatrudniani przez Hiszpanów w hacjendach szybko doskonalili swoją wiedzę na temat hippiki. Konie dostawały się w ich ręce w ramach darów, wymiany handlowej lub grabieży. Absolutnie imponującym jest jednak niezwykły talent Indian do hodowli konia. Jednym z pierwszych przykładów było stado plemienia Nez Perce, gdzie odpowiednio dobierane mieszanki krwi doprowadziły do stworzenia rasy dziś zwanej Appaloosa.

Te charakterystyczne tarantowate konie o wzroście do 155 cm w kłębie stały się symbolem „Dzikiego Zachodu”. Koń wyhodowany przez zamieszkujących żyzne doliny rzek w Oregonie Indian Nez Perce nazwę swą zawdzięcza rzece Palouse. Niewielu jednak wie, że tak chętnie dziś prezentowany przez amerykańskich kowboi koń, został w 1876 roku wybity niemal do nogi wraz z jego rdzennymi hodowcami w trakcie kolonizacji Oregonu przez niosącego „postęp cywilizacyjny białego człowieka. W trakcie ucieczki plemienia ku granicy kanadyjskiej towarzyszyło im ponad 3000 koni. Koń Appaloosa został restytuowany w 1938 roku, kiedy to w stanie Idaho założony został Appaloosa Horse Club. Bardzo ciekawe były indiańskie metody oswajania i zajeżdżania koni, które praktykowali min. Nez Perce. Najczęściej stosowaną metodą była metoda „na derkę”. Polegała ona na powolnym podchodzeniu do konia z derką w ręku przy użyciu różnorakich ruchów i głosu – tak by zaintrygowany przedziwnym widowiskiem koń stopniowo oswajał się z głosem człowieka, jego zapachem oraz mimiką. Indianie oswajając konie często smarowali się trawami i końskim potem, tak by konie mniej się ich bały. Po określonej ilości takich podejść zwierzę przestawało się obawiać. Indianin podchodził wtedy bliżej, głaszcząc konia derką po głowie i chuchając w chrapy. Gdy koń nabierał ufności i zwieszał głowę, zakładano mu rzemień zapleciony tak by stanowił ogłowie. Rzemień taki stanowił jedną wodzę idącą z ręki, owijaną na wzór nachrapnika. Owinięcie takie przechodzące pętlą z wodzy od ręki przechodziło dalej wokół górnej części szyi, lub tuż przy uszach, również na zasadzie pętli. Takie wiązanie działało na unerwione miejsca końskiego karku i głowy.



Lista komentarzy
Nick: Autor
Data: 08.10.2010
W sprawie erraty napisze zraz do Darka Wielca i spróbuje wyprosić by coś od siebie tu naskrobał Sam w sumie jestem ciekaw co z tymi kopytami Corteza;)Pozdrawiam serdecznie;)
Nick: duchowaprzygoda
Data: 24.09.2010
proponuje jednak erratę do tekstu: to nic, ze nie jest źle i to nic, że Tekst jak zwykle ciekawie napisany :-) a ja w nocy nie spałam przez te konie Corteza..padły czy nie?
Nick: DuchowaPrzygoda
Data: 22.09.2010
bardzo się cieszę z tematyki:jedna z moich ulubionych, ale, że pamięć mnie już trochę zawodzi:-)cieszę się, że można sobie co nieco odświeżyć. Plus dołożyć nowego.
Nick: Autor;)
Data: 28.07.2010
O ile się nie mylę nawiedził nas właśnie Dario Więcek - jeden z najlepszych polskich znawców tematyki konnicy Indian amerykańskich. Dziękujemy za uwagi i konstruktywna krytykę;) Panie Darku to może napisał by Pan dla nas jakiś artykulik o sztuce jazdy militarnej Indian?;) Serdecznie pozdrawiam
Nick: dario z www.dariocaballeros.blogspot.com
Data: 23.07.2010
czolem, jak na poczatek nie jest zle, ale mamy tu wiele bledow i przeinaczen, a nawet legend nie majacych nic wspolnego z historia. Nota bene wszystkie konie Corteza ladujace w Vera Cruz padly w walkach. Konie do Meksysku przywozono z Kuby i Hispannoli, glownie, w XVI wieku. Konie u Indian prerii wstepnie ujezdzali chlopcy pilnujacy stada rodzicow et krewnych, pierwsi vaqueros (czyli kowboje) pojawili sie w Meksyku po 1543 roku, etc wiele by pisac i poprawiac, ale i tak gratuluje artykulu, bo jest proba zwiezlego opisu amerykanskich koni et jezdzcow.