Któż nie słyszał o legendarnym stylu jeździeckim Indian północnoamerykańskich? Kto z nas nie zaczytywał się w książkach Karola Maya pełnych pościgów i utarczek na bezkresnych równinach? O prawdziwym wizerunku konnych Apaczów i kwestii nudy w szeregach kawalerii amerykańskiej dowiecie się ruszając z nami ku krainie bizonów, mustangów i szamańskich obrzędów Tańca Ducha. Zapraszamy.
Dziki, Dziki Zachód
W czasie, gdy w Europie konie odmierzały swój czas od bitwy do bitwy, w Ameryce historia toczyła się wielkimi przestrzeniami, gdzie wśród bujnych traw drogę przemierzali, wypatrujący bizonów czerwonoskórzy wojownicy.
Ludność tubylcza Ameryki Północnej zwana Indianami (nazwał ich tak Kolumb, który po dotarciu do brzegów nowego lądu był przekonany, że opłynął kulę ziemską i dotarł do Indii od drugiej strony), po dziś dzień może wzbudzać zaciekawienie większości miłośników hippiki. Większość badaczy jest zdania że ludność ta wywodzi się z koczowników azjatyckich, którzy w 12 000 lat przed narodzeniem Chrystua jeszczeprzemierzyli dzisiejszą cieśninę Beringa (która tworzyła wtedy jeszcze stały ląd) w drodze za przemieszczającymi się stadami zwierząt. Większość uczonych potwierdza także tezę, że obecne tereny Ameryki Płn. tworzyły pierwotną krainę konia, który jednak wyginął tam na skutek przejściowych zmian klimatycznych. Początek powrotu koni na ich macierzyste ziemie datuje się na rok 1519, gdy do brzegów Ameryki Południowej dociera ekspedycja Grenado Cortesa. W 1519 Cortés wylądował na wybrzeżu Meksyku, w miejscu, gdzie dziś leży miasto Veracruz.
Po kilku miesiącach zawarł przymierze z lokalnymi plemionami Indian Tlaxcala i na ich czele ruszył na podbój imperium Azteków, czego dokonał do końca 1521 roku. Konkwistador przywiózł ze sobą 11 ogierów i 5 klaczy i dodatkowo źrebaka urodzonego w trakcie podróży. Po niedługim czasie docierają z Hiszpanii kolejne rumaki. Sami Hiszpanie mawiali, iż oprócz boskiej interwencji, zwycięstwo zawdzięczają koniom, które są ich fortecą i jedyną szansą na ocalenie. W latach 1539 – 43 hiszpańska wyprawa kolonizacyjna pod wodzą Hernando de Soto przywozi ze sobą 223 konie. Z liczby tej 150 znika w trakcie walk z Indianami, 15 zostaje zabitych na jedzenie. W skład wyprawy wchodziło ponad 600 żołnierzy, duchownych i poszukiwaczy skarbów, zebranych na pokładach 10 statków. 30 maja 1539 wyprawa wylądowała w okolicach współczesnego miasta Tallahassee w północnej Florydzie.
Przez kolejne cztery lata wyprawa de Soto zbadała tysiące kilometrów kwadratowych terenów dzisiejszych stanów Floryda, Georgia, Karolina Południowa, Alabama, Missisipi, Arkansas, Oklahoma, Luizjana i Teksas. Najpierw wyprawa udała się na północ. Po przekroczeniu Appalachów zwróciła się na zachód docierając do Missisipi w okolicy dzisiejszego miasta Memphis, a następnie w górę rzeki Arkansas. Wyczerpany trudami wędrówki de Soto zmarł na żółtą febrę i został pochowany nad brzegiem Missisipi.
Zdziesiątkowana wyprawa pod dowództwem Luisa de Moscoso próbowała przedostać się przez nadmorskie niziny do Meksyku, ostatecznie jednak powrócono do Missisipi i dopiero płynąc jej biegiem odnaleziono wybrzeże. Niedobitki wyprawy dotarły morzem do celu w 1543. Wyprawa bezskutecznie poszukiwała złota i bogatych cywilizacji podobnych do meksykańskich i południowoamerykańskich. Zamiast tego konkwistadorzy nawiązali, na ogół wrogie, kontakty z licznymi plemionami indiańskimi takimi jak Czirokezi, Seminole, Creeks, Appalachians i Choctaws.
Jak głosi legenda w trakcie tej wyprawy zagubione konie bez problemu znalazły drogę ku Wielkim Równinom. Sama nazwa Wielkich Równin odnosi się do rozległej krainy geograficznej, a zarazem kręgu kulturowego na obszarze Kanady i USA, u podnóża Kordylierów. Wielkie Równiny Obejmują pas o szerokości ok. 300 do 600 km i długości ok. 3500 km ciągnący się na wschód od Gór Skalistych przez Kanadę po południową część Stanów Zjednoczonych. W kierunku wschodnim stopniowo opadają na wysokość 500 m n.p.m. Po tej lekko nachylonej powierzchni spływają niewielkie i duże rzeki (Missouri i Missisipi). Potomkowie mustangów wywodzili się z najlepszych linii koni andaluzyjskich. Bardzo szybko rozprzestrzeniły się one na terenie wielkich równin, zwanym obiegowo prerią. Hiszpanie doceniając znaczenie konia w podboju i podróży po nowym lądzie, natychmiast zaczęli zakładać hacjendy hodujące coraz liczniejsze stada.