W pewnym numerze Koni i Rumaków przeczytałem niezwykle ciekawy artykuł Pana Trenera Mickunasa na temat czarnej wodzy i problemów, jakie wiążą się z jej stosowaniem. I ja postanowiłem zabrać głos na ten temat, choć poruszając go od innej strony – strony prawnej.
Ustawa o ochronie zwierząt nie wypowiada się na temat „czarnej wodzy”, a jedynie w art. 6 ust 2 pkt 7 stanowi, że za znęcanie się nad zwierzętami uważane jest również „używanie uprzęży, pęt, stelaży, więzów lub innych urządzeń zmuszających zwierzę do przebywania w nienaturalnej pozycji, powodujących zbędny ból, uszkodzenia ciała albo śmierć”. Czy takim urządzeniem jest czarna wodza? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, czarną wodzę można bowiem porównać do noża – odpowiednio stosowany jest niezwykle pomocny każdemu w codziennym życiu, ale też nie ma wątpliwości, że użycie go np. w bójce, w sposób radykalny zmienia sytuację prawną. Można więc używać czarnej wodzy, tylko trzeba wiedzieć jak.
Prawidłowo użyta czarna wodza jest dla jeźdźca wielką pomocą i podziwiam tych którzy potrafią to robić. Stawiam jednak tezę, że większość zupełnie nie rozumie jej działania i ogranicza się do osiągnięcia prostego efektu wizualnego w postaci „zganaszowania” (nie mówię o podstawieniu). Tymczasem taka pozycja konia jest nienaturalna i powoduje ból (dodajmy, że zbędny). A więc znowu jeździec jest na granicy prawa! Wystarczy jeszcze tylko odłożyć wodze wędzidłowe, przyciągnąć głowę konia czarną wodzą do jego własnej piersi, pojeździć godzinkę, a potem można już kończyć jazdę z przeświadczeniem, że granica ta została przekroczona. O tym więc, czy niewłaściwe użycie czarnej wodzy jest tylko błędem w sztuce jeździeckiej czy też przestępstwem, będzie decydowało kilka czynników.
Po pierwsze – urządzenia. Treningiem można doprowadzić do tego, że koń wykonuje wiele zadań, które nie są naturalne. Takich ruchów można uczyć w klasyczny sposób, mając przekonanie, że nie wyrządzimy koniowi krzywdy, albo też przy pomocy urządzeń. W tym jednak przypadku musimy mieć pewność, że prawidłowo je stosujemy. Urządzenia te nie mogą jednak same w sobie (przez swoją konstrukcję) zmuszać konia do przyjęcia nienaturalnej pozycji albo powodować ból (tak jak zbyt krótka czarna wodza).
Po drugie – zmuszanie. Trening konia (tak jak ja to rozumiem), powinien prowadzić głównie do przekonania konia o konieczności wykonania czegoś, czego my chcemy. Nie mam wątpliwości, że najlepsi jeźdźcy posiedli tę sztukę, a ich konie są równie spragnione popisowego przejazdu jak oni. Wystarczy spojrzeć na przejazdy najlepszych np. w skokach przez przeszkody, i chwile, kiedy koń jest niezadowolony z powodu strąconej przeszkody. Niestety, jednak, wielu jeźdźców zmusza swoje rumaki do robienia czegoś, czego one nie chcą (zamiast je przekonać), a im bardziej nie chcą, tym bardziej są zmuszane. I tak jest z pozycją konia, można go przekonać, żeby przybrał taką jak chcemy, a możemy po prostu go zmusić przy pomocy np. czarnej wodzy. Gorzej gdy koń ma naturę wojownika, wtedy finał jest znany – „koń jest złośliwy”, „nie można sobie z nim dać rady”, jednym słowem – ubój... A szkoda, bo gdyby wykazać cierpliwość i przekonać go do współpracy, to efekty mogłyby być interesujące.
Ktoś może powiedzieć, że przekonanie i zmuszanie to jedno i to samo, bo zawsze prowadzi do narzucenia swojej woli. Ja jednak się z tym nie zgodzę, bo zmuszanie oznacza konfrontację, „złamanie” konia, który może i wiele rzeczy wykona, ale zawsze tylko ze strachu, a przecież nie o to chodzi. Jako przykład „przekonania” mogę podać mojego końskiego przyjaciela Majora, który jest niezwykle żywiołowy i jak chce coś zrobić, to zawsze robi to perfekcyjnie, bardzo się starając i przeżywając każde niepowodzenie. Natomiast gdy nie chce – mruczy jak niedźwiedź i szuka innych „wariantów awaryjnych”. Wystarczy jednak spokojnie go przekonać, a zrobi wszystko, uznając że tak trzeba. I wiem, że konfrontacja oznaczałaby klęskę.
Po trzecie – pozycja konia. Ustawodawca zakazuje zmuszania zwierząt przy pomocy wszelkich urządzeń do przebywania w nienaturalnej pozycji. Nie chodzi tu o odwołanie do jakiegoś wzorca naturalnej pozycji konia, ale o pozycję indywidualną, właściwą konkretnemu koniowi. Pracując z koniem trzeba po prostu uwzględniać budowę jego ciała, bo to, co naturalne dla jednego konia innemu może sprawiać ból.
Po czwarte – czas. Ustawa mówi o „przebywaniu” w nienaturalnej pozycji. I czynnik czasu zapewne ma bardzo duże znaczenie. Użycie bowiem czarnej wodzy przez kilka sekund w odpowiednim momencie, będzie prawidłowe i może przynieść wiele dobrego; ciągłe używanie przez wiele minut będzie błędem; a jazda wyłącznie z tą pomocą przez kilka godzin (lub codziennie) to już poważny problem i pewnie znęcanie się nad biednym rumakiem.
Po piąte – ból. Jest to czynnik decydujący, bo każde zadawanie bólu lub cierpień jest przestępstwem znęcania się nad zwierzętami, a już bez wątpienia wtedy, jeżeli ten ból jest zbędny. Pomijam przy tym problematykę kary, która często wiąże się z bólem, a nie zawsze będzie formą znęcania się.
Analizując opisane punkty możemy sami ocenić w jakich przypadkach użycie czarnej wodzy jest naruszeniem prawa. Ale przecież nie tylko o to chodzi, bo ważne jest przede wszystkim to, czy prawidłowo stosujemy tę pomoc. A w razie wątpliwości lepiej będzie wykonać całą pracę ujeżdżeniową zgodnie z „konserwatywnym poglądem” – bez „urządzeń”.