Najbardziej właściwe jest stwierdzenie, że „podobno” Polacy kochają konie. Podobno, bo nie potrzeba szczególnego wysiłku żeby zobaczyć jak „miłośnicy” koni biją je po głowie batem, tarnikiem do kopyt po kręgosłupie i innymi podobnymi „pomocami” po całym ciele.
Wielokrotnie, zarówno w życiu zawodowym, jak i przy okazji spotkań jeździeckich, spotykam się z poglądem, że „nasze prawo ma luki”, jest niedoskonałe, że jest go „za mało” (bo nie uregulowano tego lub tamtego) albo „za dużo” (problem popularnego „gąszczu” przepisów). Pomijam samą terminologię zwrotu „luka w prawie” – który w nauce ma swoje ściśle określone znaczenie (nota bene zazwyczaj inne, niż się wydaje wielu moim rozmówcom) – bo nie jest to rozprawa teoretycznoprawna; z tych samych względów nie wspomnę również o problematyce jasności przepisów. Istotą problemu jest bowiem to, że wielu z nas tłumaczy swoje postępowanie (często naganne) brakiem odpowiedniej regulacji lub jej niejasnością. To samo dotyczy postępowania wobec koni, które podobno kochamy.
Rzeczywiście najbardziej właściwe jest stwierdzenie, że „podobno” Polacy kochają konie. Podobno, bo nie potrzeba szczególnego wysiłku żeby zobaczyć jak „miłośnicy” koni biją je po głowie batem, tarnikiem do kopyt po kręgosłupie i innymi podobnymi „pomocami” po całym ciele. Ale niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że ich „miłość” przekracza granicę prawa, a oni z miłośników koni stają się zwykłymi przestępcami. Warto zatem wiedzieć, że znęcanie się nad zwierzętami polega zadawaniu albo świadomym dopuszczaniu do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności – a więc nie tylko na:
Celowo wymieniłem aż tyle form znęcania się, bo wszystkie wskazane wyżej są przestępstwem! (Art. 35 ustawy o ochronie zwierząt.) Do tego dochodzi cały szereg wykroczeń, o których należałoby opowiedzieć przy innej okazji. Jeżeli więc widzimy kogoś z nas – jeźdźców, bijącego konia batem po głowie, kopiącego po brzuchu, albo uderzającego tarnikiem do kopyt po grzbiecie, to jest to zwykły przestępca, tym gorszy, że udający miłośnika zwierząt. A jeżeli postępuje tak osoba „z zewnątrz”, to naszym obowiązkiem jest stanowcza reakcja. Wystarczy jednak, że każdy poprawi siebie, a dodatkowo rodzice dopilnują swoje pociechy. Problem zapewne zniknie.
Wiem, że wielu może zaboleć to, co napisałem, dla innych będzie to wstrząs, ale prawda często bywa bolesna. Myślę jednak, że warto o tym pisać, bo pewne rzeczy trzeba wiedzieć. Nie jest przy tym moją intencją wysyłanie kogokolwiek do więzienia (zwłaszcza, że zawodowo bronię, a nie oskarżam), lecz ostrzeżenie i nadzieja, że choć część jeźdźców się opamięta. Zawsze bowiem jest tak, że część osób przestrzega prawa, bo uważa, że tak trzeba, a część dlatego, że boi się kary. Są jeszcze dwie kategorie jeźdźców – to ci, którzy nie potrzebują żadnych regulacji, bo albo są zwyczajnie porządni i szanują konie, albo bez względu na karę „zrobią swoje”.
Jest więc regulacja i nie budzi ona szczególnych wątpliwości interpretacyjnych. Pomimo tego w stajniach nie widać przestrzegania tych norm prawnych. Czy więc na pewno mamy do czynienia z luką w prawie? A może jest to znacznie groźniejsza luka?...