Po ostatnim artykule pt. „W czym jest luka”, kilka osób pytało mnie, „ile można dostać” za czyny takie, jak opisałem. To ważne pytanie, bo istotą prawa karnego jest właśnie kara za określony czyn zabroniony. Krótko zatem napiszę o karaniu, ale nie koni (o tym lepiej wypowiada się Trener Mickunas), lecz ludzi.
Ustawa o ochronie zwierząt za przestępstwo znęcania się nad zwierzętami – opisane w poprzednim artykule – przewiduje karę do jednego roku pozbawienia wolności. Wiem, że większość czytających stwierdzi, że to mało, ale nie znają oni realiów rodzimego więziennictwa. Zapewniam (a moimi klientami są również osoby skazane na więzienie, czasem długoletnie), że izolacja człowieka to jedna z najstraszniejszych kar. Często się mówi, że więźniowie „mają luksusowe warunki”, ale to tylko obraz z telewizji. W rzeczywistości rok pozbawienia wolności to dla niektórych wieczność. Najtrudniej zresztą jest się przystosować tym, którzy nie należą do kręgu społecznego nazywanego umownie i nie dość precyzyjnie „marginesem”. „Zwykli” ludzie, do których niewątpliwie zaliczają się w większości koniarze, „pękają” w krótkim czasie. Nie jest niczym nadzwyczajnym załamanie nerwowe już po dwóch, trzech tygodniach; a tu jeszcze kilka razy tyle! Wszystko to odbywa się w warunkach przeludnienia więzień i coraz częstszych surowych wyroków. Trzeba też dodać, że w takich warunkach można trafić na nieciekawych współtowarzyszy niedoli w jedenastoosobowej celi...
Jeszcze inaczej wygląda sytuacja, jeżeli sąd dojdzie do wniosku, że delikwent znęcał się ze „szczególnym okrucieństwem”. Wtedy kara za takie przestępstwo może wynieść nawet do dwóch lat pozbawienia wolności! Ponieważ pojawiło się niepostrzeżenie pojęcie „szczególnego okrucieństwa”, wypadałoby napisać, co ono znaczy w języku prawa. Na początek jednak trzeba powiedzieć, że znęcanie się nad zwierzęciem samo w sobie jest okrutne. Szczególne zatem okrucieństwo to takie, które niesie dodatkowy element powodujący ból fizyczny lub psychiczny, albo związane jest z wyjątkowo złą wolą sprawcy przestępstwa. Można to zilustrować przykładami. Okrutnie postępuje ten, kto bije konia po głowie (popełnia wtedy przestępstwo znęcania się nad zwierzęciem), ale jeżeli robi to ciężkim twardym przedmiotem, albo uderza z taką siłą, że oprócz bólu powoduje dodatkowe ciężkie obrażenia, to działa ze szczególnym okrucieństwem, bo sprawia koniowi ból ponad miarę. Podobnie o jeźdźcu, który kopie swojego rumaka po brzuchu, można z całą pewnością powiedzieć, że się znęca, ale jeżeli kopie po brzuchu klacz w ciąży, to będzie to znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Ta szczególność wyraża się w tym przypadku wyjątkowym natężeniem złej woli. Jak widać granica między okrucieństwem, a szczególnym okrucieństwem jest cienka i może zostać niepostrzeżenie przekroczona. Ustalać to będzie jednak sąd. A dla sprawcy, tak naprawdę, jest to granica między rokiem a dwoma latami pozbawienia wolności; jedne Święta Bożego Narodzenia czy dwa w celi?
Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że nie każdy wyrok będzie tak surowy (napisałem o karach maksymalnych). Ponadto, jeżeli zostanie wymierzona kara do dwóch lat pozbawienia wolności, to może ona zostać warunkowo zawieszona. Ale zawieszenie wyroku nie znaczy, że go nie ma. Oznacza to, że skazany jest poddany próbie. A przez czas próby musi być grzeczny...
Całe szczęście, że nie tylko kara pozbawienia wolności jest w arsenale Temidy. Osobiście jestem przeciwnikiem pochopnego umieszczania ludzi za kratami. Innym środkiem wychowania sprawcy skazanego za przestępstwo znęcania – znacznie skuteczniejszym – jest przepadek zwierzęcia. Sąd może orzec przepadek rumaka, a jeżeli sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem – orzeka. To znaczy, że znęcając się nad koniem możemy go stracić, i to nie dlatego, że zostanie zamęczony biciem, lecz dlatego, że zostanie odebrany przez sąd; a jeżeli okaże się, że to było „szczególne okrucieństwo”, stracimy go na pewno.
Wiem, że jeźdźcy często żałują swojej postawy wobec konia-przyjaciela, pewnie zresztą każdy, gdyby tylko mógł, zmieniłby coś w swoim postępowaniu teraz albo w przeszłości. Przeszłości nie zmienimy, ale przyszłość należy do nas. A w podejmowaniu właściwych decyzji może czasami pomóc świadomość grożącej za zły wybór kary. Nie zawsze to będzie więzienie, z pewnością będzie to jednak grzywna. Nie będę pisał o jej wysokości, bo branych pod uwagę jest zbyt wiele czynników i wymierza ją sąd. Dość powiedzieć, że najwyższa możliwa grzywna to 720 tys. zł. To chyba dużo, zwłaszcza jeżeli dojdzie do tego nawiązka „na cel związany z ochroną zwierząt” w wysokości do 2.5 tys. zł.
Oczywiście istnieje jeszcze wariant najbardziej optymistyczny dla skazanego – zamiatanie ulic i grabienie trawników w swojej miejscowości, czyli zwykłe ograniczenie wolności. Ale czy to jest marzenie jeźdźca? Ja wolę się uczyć koni, startować w zawodach, a może nawet... wygrywać?